Nie mogę mieć psa, co mogę zrobić? Czyli spacery z psami ze schroniska i wolontariat

kwietnia 24, 2017


Słowem wstępu, czyli jak to się u nas zaczęło?

Kiedy nasz ostatni pies, którego mieliśmy jako tzw. dom tymczasowy znalazł dom, wiedzieliśmy, że  chwilowo nie możemy przyjąć kolejnego, ale chcieliśmy nadal pomagać. Obserwowaliśmy stronę na facebooku schroniska w Celestynowie i dowiedzieliśmy się, że zapraszają na sobotnie spacery. Pojechaliśmy raz i stało się to już naszą weekendową tradycją. Teraz kiedy jest u nas Zula robimy to rzadziej, bo musimy poświęcać cenny weekendowy czas wolny na treningi z nią, ale jednak kiedy tylko możemy to wybieramy się pomagać innym psiakom. Często wstawiam zdjęcia z naszych weekendowych wycieczek do schroniska żeby inni, tak jak my dowiedzieli się o takiej formie pomocy. Niektórzy z Was pytają na czym taka pomoc polega i jak to wszystko wygląda, więc postanowiłam napisać o tym tutaj.




 Jak zacząć? 

Wyszukaj schroniska w okolicy. Zajrzyj na ich stronę na facebooku, tam najczęściej są informacje o spacerach. Na Paluchu spacery można odbywać codziennie, w Celestynowie i Sobolewie w soboty. W niektórych schroniskach musisz wypełnić umowę, aby wyprowadzać psy, ale nie bój się tego, to nic strasznego.


Co dalej?

 Zobacz, czy schronisko w Twojej okolicy organizuje takie grupowe spacerowanie, sprawdź gdzie dokładnie się mieści, pojedź w wyznaczonym czasie, podejdź do wolontariuszy, powiedz, że przyjechałeś/aś wyprowadzać psy i już.

 Zabierasz psiaka na spacer (właściwie na ile czasu chcesz, ale dobrze, aby trwał on przynajmniej pół godziny, w końcu to jego jedyna okazja w tygodniu, aby wyrwać się z boksu) wracasz, oddajesz w ręce wolontariusza i tyle.

 Oczywiście super jak poświęcisz mu chwilę dłużej, pogłaskasz, obdarujesz  smakołykami (o ile dany psiak  nie jest na diecie). Tak, o to też warto spytać, bo niektóre ze zwierząt mogą mieć problemy pokarmowe i smakołyki mogę ich zaszkodzić, jednak o takich rzeczach zazwyczaj Was poinformują wolontariusze.




 Chcesz jechać z dziećmi, ale boisz się o ich bezpieczeństwo?


 Powiedz wolontariuszom, że chciałbyś łagodnego, małego psa, lubiącego dzieci.
 Chyba nie trzeba powtarzać, że pomaganie w młodym wieku to świetna nauka dla Waszych pociech. Poza tym dziecko uczy się jak postępować z czworonożnymi, badania dowodzą, że dzięki takim doświadczeniom zmniejsza się ich lęk, zwiększa empatia i wrażliwość na innych. O zaletach ruchu na świeżym powietrzu chyba nie muszę mówić? ;)

 Tak wiele za tak niewiele.





  Jeśli jesteś niepełnoletni/a potrzebujesz zgody i/lub obecności rodzica. Jest to fajny sposób na spędzenie dnia wspólnie z rodziną, z dala od komputerów i telewizorów, zdrowo, na świeżym powietrzu, "przy okazji" pomagając psom.




 Dlaczego ta forma pomocy jest tak ważna?

Przypuśćmy, że w schronisku jest 200 psów. 150 takich, które są łagodne i mogą wychodzić. Nawet jeżeli do schroniska przyjedzie 10-ciu wolontariuszy nie są w stanie wyprowadzić wszystkich tych psów, poświęcić im chwili uwagi, wygłaskać, nakarmić, wykonać zabiegi pielęgnacyjne i sprzątanie. Wystarczy jednak, że przyjedzie 50-ciu ludzi i wyprowadzi lub weźmie średnio po trzy choć na chwilę z boksu. Niektórzy wyprowadzą jednego, inni pięć i czasem zdarzy się, że wszystkim uda się wyjść.
 Wtedy jest największa radość, nasza i psiaków. 


"Nawet jeżeli do schroniska przyjedzie 10-ciu wolontariuszy nie są w stanie wyprowadzić wszystkich tych psów, (...) wystarczy jednak, że przyjedzie więcej ludzi i wtedy wszystkim uda się wyjść. Dla wielu z tych psów to jedyna okazja w tygodniu żeby opuścić swój boks, (...)  w którego "zaciszu" nie ma szans na właściwą socjalizację."


Warto zaznaczyć, że dla większości z tych psów to jedyna okazja w tygodniu żeby opuścić swój boks, ich małe osobiste więzienie, na które zostały bezsensownie skazane przez innych ludzi. Żeby miały choć trochę wyrównane szanse na socjalizację, czyli oswajanie się z prawidłowym funkcjonowaniem we wspólnej przestrzeni z człowiekiem i innymi zwierzętami, co znacznie zwiększa prawdopodobieństwo przyszłej adopcji i normalnego życia. Nawet jeden lub kilka spacerów potrafi często zdziałać cuda - wylękniony, czołgający się poza boksem pies, którego trzeba wynosić za pierwszym razem po kilku spacerach nabiera pewności siebie i ma znacznie większe szanse na adopcje.

 A krótkoterminowo przynajmniej choć na chwilę mogą poczuć się lepiej, oddalić od hałasu i przytłaczającej atmosfery schroniska, poczuć się zauważone, docenione, poczuć się swobodniej i chociaż trochę bardziej spokojne poza kratami tego "więzienia". 




Co to zmienia?

Dowiesz się przede wszystkim kiedy zobaczysz na własne oczy. Ale po krótce:
 psy które smutno spoglądają zza krat zaczynają się uśmiechać. Tak, naprawdę widać jak się "uśmiechają" na swój własny "pieski" sposób. Te które z przygnębienia przestały jeść  w "spacerowe soboty" jedzą aż im się uszka trzęsą. Psy które za nic nie chciały wyjść ze schroniskowego boksu i unikały człowieka jak ognia, dziarsko maszerują na kolejne spacery i nastawiają się do głaskania. Kiedy wkładasz ręce za kraty przytulają się do nich z całej siły tak bardzo pragnąc chwili czułości poświęconej tylko im. 

 "Psy które smutno spoglądają zza krat zaczynają się uśmiechać. Te które z przygnębienia przestały jeść w "spacerowe soboty" jedzą aż im się uszka trzęsą. Kiedy wkładasz ręce za kraty przytulają się do nich z całej siły."

Nie wszystkie okazują, że kontakt z człowiekiem jest dla nich najwyższą wartością i na spacerze delektują się głównie nowymi zapachami, widokami, spacerem. Niektóre ciągną na smyczy. Nie wszystkie są wpatrzone w człowieka jak w obrazek, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze to świadomość, że wszystkie są dzięki Tobie o wiele zdrowsze, szczęśliwsze, spokojniejsze.

"Boję się, że widok schroniska mnie przytłoczy"

Często kiedy rozmawiam z Wami na ten temat słyszę, że z jednej strony chcieliby w ten sposób pomagać, ale z drugiej strony obawiają się, że jak już tam pojadą to atmosfera schroniska ich przytłoczy, że nie wytrzymają i będą chcieli zabrać stamtąd jakiegoś psiaka. 

Muszę się przyznać, że też na początku z tych powodów trochę obawiałam się takiej formy pomocy - przede wszystkim ze względu na swoją nadwrażliwość na los zwierząt (potrafię rozpłakać się po przeczytaniu na facebooku o jakimś porzuconym zwierzaku, nie mówiąc już o cierpiącym i maltretowanym - do tego stopnia, że Filip mi takich nie pokazuje, a kiedy w telewizji leci jakiś reportaż na ten temat wyłącza telewizor). Bałam się, że nie będę w stanie znieść tej atmosfery w schronisku, że będę chciała adoptować je wszystkie itd. Oczywiście schronisko to nie raj na ziemi, ale w niektórych miejscach zwierzaki nie mają tak najgorzej. Są nakarmione, pod opieką lekarzy weterynarii. Część z nich uważa schronisko za swój dom i stosunkowo dobrze się tam czuje. Dowodem na to jest fakt, że niektóre psy niechętnie opuszczają bramy schroniska, a jeśli przypadkowo wydostaną się z obroży wracają pędem do schroniska. Kiedy po raz pierwszy to zobaczyłam byłam zdumiona! Brakuje im najczęściej głównie spacerów i więzi z ludźmi, które właśnie Ty możesz im zapewnić! I jasne, że chce się wszystkie zaadoptować, ale przecież zdrowy rozsądek też posiadamy i oczywiście schronisko może nas przekonać do adopcji, ale również utwierdzić w przekonaniu jak wielka jest to odpowiedzialność i jakie są skutki nieprzemyślanych decyzji.

Korzyści dla nas :)

 Teraz kiedy jeździmy dość regularnie zaczynam się zastanawiać kto bardziej korzysta z tych spacerów, my czy zwierzaki? ;P Przede wszystkim można się dotlenić i pospacerować w pięknym otoczeniu. Możesz w ten sposób fajnie spędzić czas na świeżym powietrzu z rodziną czy ze znajomymi. Poza tym mimo panującej w schronisku nieco przygnębiającej atmosfery wracasz z przeświadczeniem, że udało Ci się coś zrobić, że dzięki Tobie te zwierzaki poczuły się choć na chwilę lepiej. Wracasz naładowany/a pozytywną energią, satysfakcją, możesz na chwilę zupełnie odciąć się od codziennego pośpiechu i problemów. Twoja perspektywa i spojrzenie na wszystko również się zmienia. 





O korzyściach można by pisać bez końca, ale to jak Ty odbierzesz to doświadczenie zależy od Ciebie. Mam nadzieję, że chociaż trochę przybliżyłam Ci ten temat, że teraz rozumiesz na czym to całe wyprowadzanie bezdomnych psów polega i jeśli kiedyś zastanawiałeś/aś się nad taką formą pomocy, ale nie do końca wiedziałeś/aś co i jak, rozwiałam większość Twoich wątpliwości i w najbliższą sobotę przekonasz się jakie to fajne na własnej skórze. :)

Jeśli macie jakieś pytania lub swoje własne spostrzeżenia to piszcie śmiało! Postaram się  odpowiedzieć. ;)



You Might Also Like

0 komentarze

Popular Posts

Like us on Facebook

Instagram